Sobotnia szkoła, Dublin
Wigilijny stół w małym domu z opłatkiem, barszczem, pierogami, siankiem spod obrusa i pustym nakryciem

Andrzejki w Dublinie i Wigilia bez karpia. Polskie tradycje z dzieckiem za granicą

Jest koniec września, a ja już myślę o listopadzie. W szkole sobotniej plan na jesień robimy teraz, bo sala na Andrzejki i termin jasełek trzeba uzgodnić z irlandzką dyrekcją z dużym wyprzedzeniem. Przy okazji przypomniałam sobie zeszłoroczne Andrzejki. Opowiem o nich, bo to dobra lekcja.

Po co dzieciom polskie tradycje

Mój syn Tymek ma osiem lat i zna Halloween lepiej niż Wszystkich Świętych. W Irlandii to naturalne: w październiku całe osiedle wiesza szkielety na drzwiach, a dzieci chodzą od domu do domu. Nie walczę z tym. Tymek przebiera się i zbiera cukierki razem z kolegami.

Ale chcę, żeby znał też to, co ja znałam z Łomży. Nie jako obowiązek, tylko jako coś, co jest jego tak samo jak halloweenowa dynia. Dlatego obchodzimy w domu i w szkole sobotniej kilka polskich świąt, choć zawsze w wersji, która pasuje do życia tutaj.

Andrzejki i czujnik dymu

Andrzejki robimy w szkole sobotniej co roku, w ostatnią sobotę listopada. Wróżby z butami ustawianymi w rzędzie do drzwi, przekłuwanie papierowego serca szpilką, losowanie karteczek z imionami spod kubków. I najważniejsze: lanie wosku przez klucz do miski z wodą.

W zeszłym roku to ja prowadziłam lanie wosku. Przyniosłam świece, stary rondelek i turystyczną kuchenkę na kartusz. Topiłam wosk w klasie, przy oknie, przy dzieciach, tak jak robiliśmy to w mojej szkole w Łomży trzydzieści lat temu.

Po dziesięciu minutach zawył czujnik dymu.

Nie wiedziałam, że irlandzkie szkoły mają czujniki w każdej sali, połączone z centralą. Alarm rozległ się w całym budynku. Musieliśmy ewakuować wszystkie klasy na parking, w listopadowym deszczu, a po kwadransie przyjechał dozorca, bardzo spokojny pan, który wyłączył system i zapytał mnie, co właściwie gotowałam.

Wstyd był ogromny. Dzieci były zachwycone.

Nasza dyrektorka musiała potem napisać do szkoły irlandzkiej wyjaśnienie z przeprosinami, a ja wiedziałam, że to był mój błąd: nie zapytałam, nie sprawdziłam, założyłam, że skoro w Polsce można, to tu też.

Jak robimy to teraz

W tym roku lanie wosku będzie wyglądać tak: wosk topię w domu, w słoiku w garnku z wodą, i przywożę go w termosie. Działa, choć trzeba się spieszyć. Klucz, miska z wodą i latarka do oglądania cieni na ścianie. Żadnego ognia w budynku. Dozorca dostał ode mnie w tym roku pudełko pierników na przeprosiny i obiecał, że na Andrzejki zajrzy sprawdzić, czy wszystko w porządku.

Wigilia bez karpia

W domu najważniejsza jest Wigilia. Irlandzkie święta to przede wszystkim 25 grudnia, indyk i świąteczne swetry. U nas 24 grudnia wieczorem jest polski stół.

Nie wszystko da się tu odtworzyć. Żywego karpia w Dublinie nie kupię i szczerze mówiąc, nie chcę. Zamiast niego jest dorsz albo łosoś. Opłatek przywozimy z polskiej parafii, gdzie rozdają go po mszy w grudniu. Sianko pod obrus kupuję w sklepie zoologicznym, co zawsze budzi zdziwienie Rafała. Barszcz robię z buraków z irlandzkiego supermarketu i smakuje prawie tak samo.

Dwanaście potraw? Nie. W pierwszym roku w Irlandii próbowałam i spędziłam dwa dni w kuchni, a przy stole zasnęłam nad kompotem. Teraz jest siedem, a Tymek przy każdej liczy na palcach.

Pusty talerz stoi zawsze.

W zeszłym roku usiadł przy nim kolega Rafała z pracy, Brazylijczyk, który nie mógł polecieć do rodziny. Zjadł pierogi, połamał się z nami opłatkiem i zapytał, czy w przyszłym roku też może przyjść.

E

Ewa

Polska nauczycielka w Dublinie, w soboty uczy drugą klasę w szkole sobotniej, w tygodniu mama ośmiolatka, który myśli po angielsku. Więcej o mnie.