Mówi po angielsku, pisze po polsku. Ośmiolatek między dwoma językami
Tymek urodził się w Dublinie, w szpitalu Rotunda, osiem lat temu. W domu mówimy po polsku, w szkole wszyscy mówią po angielsku, a na podwórku mówi się tak, jak mówią koledzy. Do trzeciego roku życia Tymek mówił głównie po polsku. Potem poszedł do przedszkola i w ciągu roku wszystko się odwróciło.
Dziś jest w "second class" w irlandzkiej szkole, a w soboty chodzi do polskiej szkoły sobotniej, w której uczę. Nie w mojej klasie, bo to byłby zły pomysł dla nas obojga.
Jak to brzmi u nas w domu
Tymek rozumie po polsku wszystko. Mówi też sporo, choć wolniej niż po angielsku i z pauzami, w których szuka słowa. Kiedy jest zmęczony albo zdenerwowany, przechodzi na angielski w połowie zdania. "Mamo, bo on wziął mój, no, my football i nie oddał".
Z pisaniem jest inaczej. Pisze po polsku tak, jak słyszy, a słyszy przez angielski. W zeszycie ze szkoły sobotniej mam jego "shkoła", "vróbel", "hłopiec" zamiast "chłopiec" i "pies" jako "piyes". Dwuznaki są dla niego zagadką, bo w angielskim "sz" nie istnieje, a "w" wymawia się zupełnie inaczej niż w polskim. O "ó" i "u" albo "rz" i "ż" na razie nie rozmawiamy. Do tego dojdziemy.
Mój błąd przy obiedzie
Kiedy Tymek miał sześć lat, przestraszyłam się, że polski mu ucieknie. Koleżanka z Polski powiedziała mi, że jej siostrzeniec w Anglii po dwóch latach szkoły nie chciał już mówić po polsku z babcią. Postanowiłam, że u nas tak nie będzie.
Wprowadziłam zasadę: przy stole tylko po polsku. Każde angielskie słowo poprawiałam. "Nie football, tylko piłka". "Nie teacher, tylko pani". Robiłam to spokojnie, bez krzyku, ale za każdym razem.
Po trzech tygodniach Tymek przestał mówić przy obiedzie. Jadł, kiwał głową, odpowiadał "tak" i "nie". Rafał pierwszy zauważył, że syn opowiada mu o szkole wieczorem, po angielsku, kiedy mnie nie ma w pokoju. Wtedy do mnie dotarło, że przez tę zasadę Tymek przestał mi opowiadać o swoim dniu. Nie o języku, tylko o dniu.
To był mój błąd. Chciałam chronić polski, a zabrałam dziecku przyjemność z rozmowy.
Co robimy teraz
Zasada przy stole została, tylko łagodniejsza. Mówimy po polsku, ale nie przerywam. Kiedy Tymek wstawi angielskie słowo, powtarzam jego zdanie po polsku w odpowiedzi, jakby nigdy nic. "My football?" "Twoją piłkę wziął? Tę nową?" On słyszy polskie słowo, a rozmowa idzie dalej.
Poza tym:
- Czytamy po polsku co wieczór. Kwadrans, na zmianę strona on, strona ja. Książki przywożę z Polski albo wypożyczam z biblioteki w Blanchardstown, która ma półkę z polskimi książkami dla dzieci.
- Komiksy. Tymek czyta sam tylko to, co go wciąga. Polskie komiksy przywiezione przez babcię działają lepiej niż wszystkie ćwiczeniówki.
- Rozmowy z babcią na wideo. W niedziele, pół godziny. Babcia z Łomży nie mówi po angielsku, więc nie ma wyjścia.
- Pisanie listów. Raz w miesiącu Tymek pisze do babci kartkę. Z błędami. Babcia je zbiera w pudełku po butach i ani jednego nie poprawia.
Czy to się uda
Nie wiem, czy Tymek będzie pisał po polsku bez błędów. Pewnie nie. Znam dorosłych, którzy wyrośli w Irlandii i piszą "ż" tam, gdzie powinno być "rz", i mają z tego powodu wstyd, którego nie powinni mieć.
Nie jestem logopedką ani specjalistką od dwujęzyczności. Jeśli coś w mowie dziecka cię martwi, idź do logopedy, najlepiej takiego, który zna oba języki. Ja mogę powiedzieć tylko, co widzę przy własnym stole. W zeszłą niedzielę Tymek sam z siebie opowiedział mi po polsku całą fabułę filmu, który oglądał u kolegi. Trwało to dwadzieścia minut, było w tym może sześć angielskich słów, a ja ani razu mu nie przerwałam.
